Szukaj

Mandarynki z odzysku.

Agnieszka, 06.02.2021
Mandarynki z odzysku.

Podobno ten, kto chodzi na zakupy z listą jest mniej podatny na zapach świeżo wyjętych bułek z pieca, sprytnie ustawionych w strefie wejścia. Bodziec pierwszy. Super okrągłe mandarynki i ultra czerwone jabłka - drugi. Te nieidealne, są czasem wyprzedawane, jako 'grupa II' albo lądują w kontenerach BIO, bo mało kto chce kupować przerośnięte mandarynki, jakby miało to znaczenie. Te nowe i ładne mają większe wzięcie.

Z ubraniami jest podobnie, że tak to się wydaje - jak z fabryki prosto i wyeksponowane pięknie na środku sklepu kuszą bardziej niż ciasno wiszące obok siebie używki z lumpeksu.

A jednak w tym sklepie z drugiej ręki znaleźć można płaszcz, co w składzie ma 75% wełny, produkcja włoska i kolor jak karmel - za niecałe dwie dyszki. Interes życia i takie interesy to jednak przyjemność. Klientki w środku to raczej starsze panie patrzące za garsonką, więc nie ma obaw, że co lepsze kąski podbiorą. Merchandising co prawda średni, ale jeśli cierpliwość odpowiednia, to nie przeszkadza zupełnie. Dreszczyk emocji nawet, bo witryny wcale nie zdradzają jaka to kolekcja w środku i czego można się spodziewać. 

Dwadzieścia złotych za kilo w sobotę. Cała wyprawa - czynne od dziesiątej i warto się stawić kilka minut po. Dwie bawełniane torby na wszelki wypadek i wzrok naostrzony jak tylko można najbardziej. Nowe miejsce, aż Google w zeznaniu miesięcznym pokazał i tylko patrzeć, jak doda do ulubionych. Są niezłe kożuchy, kurtki bułgarki, bluzy szerokie i płaszcze eleganckie. Zasłony z Ikei, męskie koszule jak żagle, ale wzorki to mają piękne. I całe morze rzeczy niechcianych do przerobienia i puszczenia w obieg raz jeszcze.

A te mandarynki, co zostają samotne można znaleźć z tyłu sklepu. Skrzynkę całą albo i dwie. Jakiś czas temu dołączyłam do jakiejś freegańskiej grupy i podpatrzyłam sobie trochę - praktyki i znaleziska. Czasem oczy ze zdumienia przecierać można. I  ciekawa bardzo byłam, jak to jest znaleźć skrzynkę mandarynek. Więc poszłam i sprawdziłam. Okazało się, że to prawie tak, jak los na loterii wygrać.

I najmniej ważne w tym wszystkim jest to, co pomyślą inni. Bo to można chadzać do lumpeksu i obracać się przez ramię co trochę, czy jakiś znajomy się nie zbliża. A można i dumnie pociągać za klamkę, bo to wybór własny. I próbować - jeśli cokolwiek ciekawi. Ci inni mogą myśleć i plotkować o czym chcą i jak chcą - oni też coś w życiu wybierają. Tylko czasu szkoda na to zamartwianie się opinią, bo czasu to jednak nikt jeszcze cofać nie potrafi.

Sama bardzo wierzę w to, że kamperem będę jeździć i mobilną pracownię tam urządzę, choć wokół mało kto wierzy. 

Ja wierzę, inni nie muszą.

I to wcale nie tak, że zuchwałość i pewność, bo strachu jednak sporo przed decyzjami. Ale bardziej poczucie takie, że zgodne te decyzje z samą sobą. Reszta to próba i sprawdzian, od losu - jak dzisiejszy na przykład, kiedy połączenie między nogą a plecami boleśnie daje o sobie znać, a ja nawet nie wiedziałam, że takie istnieje. To hamulec, bo chodzić ciężej, szyć i funkcjonować w ogóle - rzecz niespodziewana i taka wydarzyć się może, gdzieś po drodze i całkiem znienacka. Plan na działalność tego nie uwzględnia, terminy i czekające zamówienia też, trzeba sobie poradzić. Więc radzić będę, tylko takich niezapowiedzianych kartkówek jednak wolałabym mniej od życia, choć może to przygotowania do egzaminu. Zobaczymy czy zdam i z jakim wynikiem.

A ten płaszcz z wełny i drugiej ręki to jednak dumnie nosić będę :)

Koszyk

Twój koszyk jest pusty

Wybierz pierwszy produkt

Cena zestawu: %bundleSum%
Anuluj