Szukaj

Wiatr zmian

Agnieszka, 04.04.2021
Wiatr zmian

Czasem tak się mówi, że los ma jakiś plan wobec ludzi i można w to wierzyć albo wcale nie trzeba. Mimo wszystko jednak dobrze jest myśleć, że świat sprzyja, choć nikt tak naprawdę nie wie, jak działa.

Przychodzi też nie raz taki moment, który budzi skuteczniej niż alarm w telefonie. Czasem dzwoni długo i potrzeba kilku drzemek, ale tylko do chwili, kiedy tych drzemek zabraknie. Wyłączyłam alarm, który dzwonił od listopada.

Marzec to pierwszy miesiąc z redukcją etatu o połowę, na rzecz działalności. Pracy jest więcej ale jest też szczęśliwiej. Błądzę trochę między priorytetami i organizacją życia, ale Krakowa od razu też nie zbudowano. Daję sobie przestrzeń na testowanie, naukę i największą lekcję przedsiębiorczości, z jaką przychodzi mi się mierzyć. Czuję jednak przy tym niesamowity komfort, jeśli mogę pracować na siebie i dla siebie też. Że trening rano zrobić i nie spieszyć się, aby odbić kartą w biurowej bramce. Że ustalam plan dnia i wiem, że nikt za mnie tego nie zrobi. I że do świata mogę oddać to czego w środku jest najwięcej.

Bardzo w to wierzę, że wszystko dzieje się po coś. Czasem znalezienie powodu zajmuje sporo czasu, ale finalnie wszystko łączy się w całość. Ostatnia zagadka trwała dla mnie prawie pół roku. Pół roku myśli, poruszania się we mgle i zastanawiania. Pół roku, które więcej się nie powtórzy.
Zrozumiałam wszystko. Od tego, co się wydarzyło w kwestiach osobistych aż do tego, dlaczego tak się wydarzyło i wtedy też przyszła odwaga. Czasu nie odzyskam, ale o ten czas właśnie jestem mądrzejsza i o doświadczenie bogatsza. Tego czasu też wcale bym nie cofnęła i nie żałuję zupełnie, ale wiem, co mogę zmienić i jak duży mam na to wpływ.

Zaczęłam próbować. Bać się też, ale próbować i sprawdzać, jak by to było gdyby. Szyjącą pasję przekształciłam w pracę, czas przyspieszył i świat zaczął się uśmiechać. Odgłos maszyny stał się codziennością, żelazko piło czasem więcej wody niż ja i średnio 3 razy w tygodniu odkrywałam nowe ścieżki biegowe. Wdychałam mroźne powietrze kiedy inni jeszcze spali albo zaprzyjaźniałam się z urządzeniami na siłowni pod chmurką w godzinach, kiedy normalnie szykowałabym się na etat. Przez większość wieczorów zasypiałam z uczuciem ogromnej wdzięczności za taką możliwość i szansę od tego losu. 

Wzięłam też udział w dwóch konkursach - jeden związany z działalnością na rzecz środowiska i drugi na logo. Z wygranym skutkiem w obu przypadkach :) Dowiedziałam się też, że budowa mobilnej pracowni w vanie jest zupełnie możliwa i że to marzenie, które zajmuje jedno z miejsc w czołówce tych do spełnienia. 

Gorsze chwile też były i zwątpienie pukało nie raz. Ale i to jest potrzebne. Z tych niepowodzeń i niepewności można wyciągnąć wnioski. Wyciągam zatem, a resztą napędzę kwiecień. 

To był pierwszy miesiąc, kiedy zamiast trawy na zielono zaczęłam na zielono malować rzęsy i uwierzyłam, że będzie dobrze, a na urodziny wytatuowałam sobie tym razem puzzelek na nadgarstku - w myśl tego, że się poukłada.

Niech się wydarza :)

Koszyk

Twój koszyk jest pusty

Wybierz pierwszy produkt

Cena zestawu: %bundleSum%
Anuluj